Tablet z Windows… Herezja? A może potrzeba…

Image and video hosting by TinyPicW swojej pierwszej euforii (niekoniecznie uzasadnionej) chciałem popełnić coś na kształt opisu sprzętu. Ale mi przeszło – i to dosyć szybko – bo opisy i recenzje to nie jest moja najsilniejsza strona.
Drugim moim pomysłem był tzw. unboxing. Pomysł był w sumie tak samo dobry jak spóźniony – kot (zwierzę takie ponoć „domowe”) swoją osobą sprofanował większość opakowań kartonowych, więc wstyd w ogóle to pokazywać. A i pokazywać za dużo nie byłoby co – karton, trochę waty, płat gąbki… takie to-to miałkie jakieś. W efekcie, pomiędzy zwojami móżgowymi urodziła mi się inna koncepcja – gorsza, lepsza… aj dont knoł – w praniu wyjdzie.
Oczywiście, będzie trochę o sprzęcie jednak główna treść to moje przemyślenia związane z owym sprzętem, a raczej z „zasadą” którą ów sprzęt reprezentuje. Owa „zasada” – znana już od kilku lat – obecnie nabrała nieco jaśniejszego blasku, nabyła użyteczności, chyba nawet dorosła do rzeczywistości i można powiedzieć, że nareszcie przyjemnie się z nią zadawać.

„Equipment that created it…”

Nie wiem czy dobrze robię wspominając o tym „sprzęcie”… W świetle tego co obecnie jest dostępne na rynku, to trochę taka „wiocha” jest. Ale… kosztowało mnie on całe 9 złotych (słownie: dziewięć złotych polskich) dlatego uznałem, że wziąć mogę – nawet jak na nim przez przypadek usiądę to przesadnej szkody nie będzie a jednocześnie wartość dydaktyczna dla mnie samego wydaje się bezcenna.
Dlaczego tylko 9 zet? To już inna bajka, której opisywał nie będę chcąc niektórym czytelnikom oszczędzić „krwawienia oczu podczas czytania” a sobie kolejnych posądzeń o „narcyzm„, „snobizm” i „chwalenie się” oraz kilka innych z doopy wziętych przywar.

Mowa tutaj o 10.1-calowym tablecie z Windows 8 (nie z Windows 8 RT, ale z Windows 8 – tym bez RT) – Modecom FreeTab 1010 IPS IC.
Teraz już pewnie wiadomo czemu ta „wiocha”? No nie ma co kryć, że urządzenie pochodzi z półki stosunkowo niskiej. W innych realiach napisałbym, że to jest praktycznie podłoga pod regałem z półkami… ale (niestety) są jeszcze gorsze urządzenia. Ono urządzenie jest jakości „na granicy akceptacji”, jednak cena w której je nabyłem… Heh.
Szczerze powiem, że dotąd nie miałem do czynienia z tego typu urządzeniami (tablet z Windows na pokładzie). Gdzieś tam w podświadomości szykowałem niecny plan wejścia w posiadanie takiego gadżetu, jednak moim targetem jest coś w rodzaju Sufrace Pro (najlepiej 3. generacji) – tyle, że póki co, finansowo jest nie za bardzo ten-teges. Jako zamiennik mogłaby służyć Nokia 2520 (na którą też się zasadzałem swojego czasu), ale jej „RT” skutecznie mnie do niej zniechęciło. No i w ogóle nie wiedziałem czy i jak takie „cóś” się sprawdzi – tak więc koszt 9 zet za „obiekt testowy” uznałem za cenę wartą mojego poświęcenia finansowego.

Opis urządzenia pominę. Recenzji w internetach jest milion i jeszcze dwie. Choćby ta tutaj z portalu PCLab.pl, którą (z perspektywy kilkunastu dni używania urządzenia) uważam za rzetelną i w większości odpowiadającą prawdzie. Opis pochodzi co prawda z marca tego roku, ale urządzenie samo z siebie nie ewoluowało w jakiś niekontrolowany sposób, tak więc wszystkie zawarte w nim dane są nadal aktualne… no, może za wyjątkiem ceny – tablet jest teraz sporo tańszy. Oczywiście mam swoje spostrzeżenia i wnioski często niekoniecznie zgodne z przytoczoną recenzją a świadczące na korzyść urządzenia. Niemniej uważam to za rzecz normalną w takich przypadkach – tak czy owak, zasada pozostaje nienaruszona.

„This is what you want. This is what you get.”

Użyty przeze mnie cytat z „The Order of Death” (Public Image) ma za zadanie wprowadzić odrobinę przekory i stanowić niejako zapalnik (detonator?) dla moich dalszych przemyśleń oraz ewentualnej dyskusji. O ile ja sam znajduję w nim niezłą pożywkę o tyle za pojawienie się dyskursu, niestety, gwarantować nie mogę.😉

Ta część będzie kompilacją odniesień do wcześniej przywołanej recenzji i moich przemyśleń z lekka egzystencjalnych… A taki eksperyment sobie zrobię.

Anyway… Let’s dance…

Jak wspomniałem na początku, w tym urządzeniu mamy do czynienia z PC-tową wersją Windows 8 – dokładnie taką, jaką instalujemy na „stacjonarkach” i laptopach. Już samo to w sobie powinno być bezcenną wartością dodaną. Dlaczego? Hmmm… Zacznijmy od kwestii typu: jakie miodności daje nam system PC-towy na urządzeniu mobilnym…
Tak… bardziej będzie to w formie listy zawierającej MOIM ZDANIEM fundamenty przewagi systemu Windows nad pozostałymi konkurentami. Chociaż do iOSa nie będę się za mocno odwoływał bo nie miałem (nie)przyjemności dłużej używać tego systemu – ale do Androida to już jak najbardziej, bo sam system i jego (nie)możliwości znam nie od dzisiaj. Android jest, w mniemaniu ogromnej ilości jego użytkowników systemem de best ewer i naj-cokolwiek, więc i odniesienia do niego w kwestii urządzeń z Windows jest tutaj bardzo na miejscu. Tym bardziej, że Andek to – jak to ładnie się określa – wiodący system na rynku. Tak uważam – JA tak uważam.
No sorka… do czegoś trzeba się porównywać – tzw. punkt odniesienia.
Ale bez hejtu – czyste fakty. OK?
Choć może nie do końca tak „OK” – znając moją naturę to zapewne bez odrobiny hejtu się nie obejdzie😉

Moim zdaniem obecny Windows (8/8.1) posiada kilka niezaprzeczalnych zalet, których brak u konkurencji. Pisząc „konkurencja” mam na myśli głównie system Android… ten de-best-ewer-i-nawet-lepszy-od-orgazmu-system-na-wszelakie-urządzenia-razem-wzięte-i-każde-z-nich-z-osobna… :p

Zaleta pierwsza:
Hmmmm… trudno mi znaleźć dobre określenie… Może: pewnego rodzaju ekosystem będzie najbliższe prawdy moich przemyśleń.
Dokładnie chodzi tutaj o – mówiąc w uproszczeniu – możliwość synchronizacji systemów na różnych urządzeniach w ramach jednego konta użytkownika. Tak wiem, owa „synchronizacja” dotyczy tylko części Modern (kafli)… no i Windows Phone też ma ograniczone możliwości odnośnie synchronizacji w wersją PC-tową. Niemniej w segmencie PC-towo – laptopowym… a teraz nawet PC-towo – laptopowo – tabletowym mamy do dyspozycji jeden, własny system.
Jak tak sobie myślę, to dochodzę do wniosku, że wykluczenie z synchronizacji aplikacji desktopowych (klasycznych) również jest swojego rodzaju zaletą. Już pomijam fakt, że nawet nie wyobrażam sobie sposobu w jaki można by to było zrealizować – ale uważam, że daje to dużą możliwość personalizacji części klasycznej. Personalizacji właściwej dla każdego urządzenia z osobna. A przecież i w przypadku elementów Modern można finalnie zdecydować co się „dociąga z marketu” w ramach synchronizacji apek.
Taaaaaak. To właśnie jest tzw. cielęcy zachwyt. Jednak nie uważam by był on bezzasadny. Ostatnimi czasy „przewaflowałem” sporą ilość sprzętu (szczególnie laptopowego, ale i smartfonów kilka różnych). Bez tej synchronizacji zapewne pół życia spędziłbym na – ogólnie rozumianym – konfigurowaniu systemu. Szczególne znaczenie miało to w przypadku „dzieciowego” laptopa gdzie apki klasyczne praktycznie nie były używane a reszta danych leżała w chmurze. To dopiero był luksus – pół godziny (w tym specyficzne sterowniki) i po zawodach, laptop gotowy.
Ze smartfonami jest jeszcze prościej, łatwiej i przyjemniej.
Podobna zasada obowiązuje również w przypadku tabletu (tabletów?) – na starcie dostajemy swój własny i spersonalizowany system – zaje-miło jest zobaczyć swoją tapetę z kanarkowo-żółtym Camaro na pulpicie (ssssssłtiiiiii).🙂
iOS – przyznaję, że nie wiem jak to z nim jest, ale chyba nie zapewnia takiej „integracji” pomiędzy urządzeniami.
Android – wymięka. Nie ma wersji desktopowej. To system stricte mobilny i kompatybilny jedynie sam ze sobą – nawet z komunikacją z Linuksami ma problemy.

A’propos pulpitu… Second quality:
Jako, że mamy tutaj do czynienia ze „stacjonarną” wersją systemu to dużym nietaktem byłoby pominięcie kwestii windowsowego pulpitu, tego klasycznego oczywiście. Tym samym nie pomijam onej kwestii i mówię: Mam na tablecie pulpit klasyczny wraz z jego wszystkimi zaletami (wad nie wspominam bo nie ma o czym mówić). Kto używa, doceni – ja używam i doceniam.
Android? Mobilny iOS? Mają coś w tym guście? No raczej nie mają. To, co oferują oba te systemy nawet w 1% nie przypomina klasycznego pulpitu Windows. Nawet dyskusji szkoda.

Преимущество третий:
Do naszej dyspozycji pozostają wszystkie produkcje stworzone dla Windows. WSZYSTKIE – te Modern i te klasyczne.
Oczywiście, biorąc pod uwagę uśrednione możliwości sprzętowe dawane przez segment tabletowy, odrębną sprawą jest to, czy owe apki będą działały w sposób jakkolwiek zadowalający. Przecież mamy tutaj do czynienia z dosyć ograniczonymi możliwościami sprzętowymi. Niemniej każdą „stacjonarną” apkę da się zainstalować (kwestia tylko posiadanej przestrzeni dyskowej w tablecie) i najczęściej nawet da się ją uruchomić. Wspomnę tutaj, że największym problemem są aplikacje klasyczne. Apki Modern działają bez problemu.
A tak już bardziej realnie i z praktyki… Ta uśredniona konfiguracja sprzętowo-wydajnościowa jest w stanie zapewnić użytkownikowi w miarę komfortową obsługę programów… tych, jak to się mówi: średnio wymagających. Z PhotoShop’ami, CAD’ami czy Corel’ami to jednak bym nie szalał – tego typu aplikacje wymagają naprawdę dużej mocy.
iOS – nie wiem, nie mam pewności… ale obstawiam, że nie umie.
Android – sprawa prosta. Nie ma wersji desktopowej więc ogranicza się tylko do tego co w markecie i tylko do tego co zgodne z UI systemu.
Dla zobrazowania zasady… Na laptopie, do prostej obróbki grafiki, używam programu Paint.NET (lubię go, wystarcza mi… to używam), na tablecie z Windows instaluję .NET 4 oraz Paint.NET i… mam TO SAMO co na co dzień.
Nawet nie chodzi tutaj o „zamiennik” czy „odpowiednik” bo w Androidzie jest tego tysiąc i dwa. Chodzi o – słowo klucz – przyzwyczajenia i umiejętności. Na apce androidowej muszę się uczyć od podstaw mając nadzieję, że będę miał potrzebne funkcje (o ile będę miał)… W Windows – czy to na lapku, pececie czy tablecie – mam to samo. Qrka… TO SAMO!

Vantaggio Quattro:
Jeśli już mówimy o PCtowej wersji Windows to nie można pominąć wszystkich jej „przyległości”. Mam tutaj na myśli .NET Frameworki, Flashe, Silverlight’y, Javy i całą masę innych, właściwych systemowi Windows „upierdliwości”. Aczkolwiek niejednokrotnie potrzebnych.
Zwrócił ktoś kiedyś uwagę na skalę problemu pod tytułem „Androidowy FlashPlayer„? Zwrócił ktoś uwagę na skalę problemu pod tytułem: „Jak mogę odtworzyć flaszowe/silverlight’owe filmiki, meczyki, czy inne gadżety na stronie tej-czy-tamtej„?
Na tablecie z Windows ów problem NIE-IS-TNIE-JE… Instaluję Firefoxa (czy co tam innego), instaluję FlashPlayera ze strony Adobe (Silverlight mam „w komplecie” z Windows) i jadę z filmikami (meczykami, pornosami czy czymkolwiek innym) jak kloszard z podartym swetrem. Tak czy nie? No tak !
Tak, płytko i tendencyjnie poleciałem. Ale zapytam… Dla jakich systemów i jakich przeglądarek są optymalizowane usługi internetowe? Dla Androida i jego mobilnie-poronionej wersji Chroma? Ano – a kuku – nie. Nadal prym wiodą przeglądarki nie-mobilne w środowisku nie-mobilnym.
Żeby nie było, że tylko po andku jadę… IE w Windows Phone też jest – oględnie mówiąc – „słaby”. :p

Vorteil fünf:
Urządzenia (najczęściej zewnętrzne) i sterowniki do nich…
Co ja będę się rozpisywał… drukarka, skaner… choćby „gwizdek z internetem”… Wtykasz „we Windowsa” i masz. Ewentualnie instalujesz sterowniki z nośnika zewnętrznego lub Internetu jeśli trzeba – i po problemie. Cały świat peryferiów stoi przed Tobą otworem – byle tylko mieć odpowiednią przejściówkę USB (jedyny koszt i jedyna niedogodność). Tutaj nie ma, że „złącze USB nie obsługuje…”. To jest Windows – a on obsługuje…
Jak na tym polu wypada wiodący i de best ewer system? No nijak nie wypada.
Dwa urządzenia z Windows 8/8.1 to przysłowiowy „cały świat w jednym ręku” a Android pozostaje wyalienowany jeśli nie posiada kompatybilnej łączności bezprzewodowej z docelowym urządzeniem. Ba… zwykły „gwizdek z internetem”… W tablet z Windows wtykasz i masz… W Androida też sobie możesz wtyknąć i mieć… wtyknięty, bo najczęściej nic więcej. Ów system sam decyduje co będzie obsługiwał a co nie. Oczywiście… W urządzeniach z Androidem też są obsługiwane „modemy internetowe bez ograniczeń” – jeno dotyczy to tylko urządzeń rodem z PRC (Chiny i okolice). W markowych(!) urządzeniach tego nie uświadczysz. A Windows jest Windows – niezależnie od urządzenia.

Sorka… ale to są zupełnie inne światy.
„Stacjonarny” Windows zawłaszczył sobie ponad 90% rynku aplikacji. Nawet market Androida jest „cienki” w porównaniu z bazą aplikacji dla „stacjonarnego” systemu Windows (Heloooooooooł – o takim właśnie systemie rozmawiamy) – nawet jeśli zubożymy ją o te, które na tablecie „nie pójdą”.
Android nie ma wersji desktopowej – to definitywnie eliminuje go z jakichkolwiek ekosystemów (którymi stara się chwalić) i „synchronizacji” (chyba, że tylko po „twardym resecie” systemu i odzyskiwaniu danych). To system kompatybilny jedynie sam ze sobą. O ile nawet stary Windows Mobile bez problemów komunikował się z Linuksami (z Debianem nie miałem problemów w zakresie nośników danych), o tyle Android dopiero od niedawna umie w-miarę-bezproblemowo porozumiewać się ze swoim starszym rodzeństwem – co nie przeszkadza mu od zawsze bezproblemowo dogadywać się z Windows (!).
Teraz nadchodzi Windows 10 mający być „jedynym dla wszystkich” – dla mobilków, laptopów, PC-tów, tabletów i czego tam jeszcze, ze wszystkimi aplikacjami „instalacyjnie” współdzielonymi pomiędzy urządzeniami (system: WindowsOne). Gdzie tutaj miejsce dla, nic więcej, jak lansowanego Androida? Albo dla iOSa…

Qrka… hejt? Może tak… choć wątpię. Jestem otwarty na porównania funkcjonalne systemu Windows (ale nie „Windows Phone” czy „Windows RT„) na tablecie z podobnym urządzeniem androidowym. Zapraszam.

Teraz nieco bliżej meritum, czyli sprzętu, który posiadam i który uważam za minimum tego, co może prezentować urządzenie mobilne z Windows 8/8.1… Przypomnę tylko, że mamy tutaj do czynienia z najsłabszym, obecnie dostępnym, mobilnym CPU: Intel Celeron N2805 (maksymalnie wykastrowany Atom) – totalny „budżet” i masakra. Teoretycznie jednak…
Poniżej jeden z niewielu fragmentów (przywołanej wcześniej recenzji) z którym uczciwie i realnie mogę polemizować:

Internet przegląda się szybko i przyjemnie, schody pojawiają się razem z Flashem i stronami zawierającymi wideo. Płynne odtwarzanie filmów 1080p jest poza zasięgiem Celerona, a 720p – na granicy możliwości. Materiał Full HD generalnie jest odtwarzany płynnie, chociaż czasami lubi nieprzyjemnie się zaciąć.

Otóż…. kwestia gustu. Z moich „eksperymentów” wynika, że internetowe wideo – tak 720 jak i 1080p (np. YouTube) jest odtwarzane poprawnie. Płynnie i bez zaciachów. A co!🙂 Kwestia łącza, procesów „w tle”(?) – trudno powiedzieć. Próbowałem odtwarzać filmy w różnych jakościach, z naciskiem na te HD/FHD, i muszę powiedzieć, że zacięcie wyskakiwało sporadycznie i najczęściej wtedy gdy zacząłem przeginać z przewijaniem materiału przód-tył.
Jednak w pewnych kwestiach trzeba tu przyznać rację. Na wielu „popularnych” sajtach rzeczywistość nie istnieje. Flash na stronach netowych – szczególnie ten w postaci filmów – to nic więcej jak masakra. „Tfórcy” obecnych stron internetowych mają generalnie we doopie tą magiczną „optymalizację” i bez proca i5 oraz mocnej grafiki nie ma co podchodzić do tematu. Kwestii reklam nawet nie wspominam bo nawet przy aktywnym AdBlocku to lapek i3 + Intel HD 4000 potrafi zmulić jak przedwieczne Pentium 233
A jednak Modecom 1010 daje sobie radę z… no może nie z większością… ale z dużą częścią tego internetowego szamba. Dla mnie jest ważne by Fejsbuk i jego gierki działały… Znaczy nie dla mnie… dla małżonki – bo to dla niej urządzenie jest. Uspokoję – działają bezbłędnie. Jutjubowi z tym jego „HD” też nie mam zbyt wiele do zarzucenia – daje radę.
Dodam tylko, że materiał HD (720p) i FHD (1080p) odtwarzany przez sieć lokalną (WiFi G) nie zasługuje nawet na jedno słowo nagany – 1 bądź 2 sekundy laga przy przewijani materiału 1080p, na tym sprzęcie, uważam za rewelacyjny wynik.
W normalnym zastosowaniu tablet – jako całość – sprawia się godnie i daje radę. Aż do przesady.

Czytając opinie o posiadanym laptopie byłem na krawędzi załamania nerwowego i już nawet mocny sznur z pętlą szykowałem… że niby taki badziew nabyłem.
Jednak, wbrew opiniom, „czarny piątek” się nie sprawdził a tablet okazał się urządzeniem w miarę sprawnym i „bardziej rzutkim niż miałkim”. Wszystko było kwestią zastosowania – do gier okazał się urządzeniem mniej niż przeciętnym, ale w klimatach „biuro i rozrywka”… W tych kategoriach okazał się „aż ponad oczekiwania”. A to przecież tylko najszmatławszy Mobilny Celeron…
Dodać tutaj należy, że KAŻDY tablet z Windows jest wyposażony w natywny pakiet OFFICE.
Open/Libre/Cholera-wie-jaka-podróbka-Office? Nie! Pełny i bezterminowy pakiet Microsoft Office 2013 (For Student) – taki sam jak na laptopie czy PCie, dokładnie taki sam – Word, Excel, PowerPoint… Jakie możliwości daje ten fakt? Myślę, że tłumaczyć nie trzeba.
Miodność szósta tak przy okazji.

Pisząc ten tekst miałem nieco inny plan. Jednak wyszło-jak-wyszło. IMO – chyba nie najgorzej (gorsze teksty popełniałem).
W planach miałem jeszcze nawiązanie do kwestii ogólnej wydajności tego „marno-chińskiego” tabletu (Modecom) w odniesieniu do sprzętu markowego typu Eee pc by Asus (podobne parametry sprzętowe). Jednak zrezygnowałem z tego pomysłu. Powód prosty – małżonka stwierdziła, że: „a wiesz, że ta paletka lepiej chodzi niż to małe gówno? Weź je sprzedaj…„. Hmmmmm… taaaaa… (ASUS Eee PC 1215B, CPU: AMD C-50 2×1 GHz, GPU: AMD Radeon HD 6250, RAM: 2 GB). ASUS… a taki Modecom lepiej „chodzi”… według mojej małżonki… Uwierzcie, to dla mnie jest opinia bardziej znacząca niż Dekret Prezydenta RP (żarcik taki😉 ).

A to tylko marny Celeron… Ale za to z Windowsem 8.1 (po aktualizacji).

Zgodnie z obietnicą nie był to opis sprzętu… ani „unboxing” to nie był… Cholera wie co to było tak na prawdę. A może był tekst zmuszający do przemyślenia i odpowiedzi na pytanie: czy tablet z Windows jest w ogóle potrzebny”. (?)

PS. Przepraszam za chaos wypowiedzi…

3 comments

  1. pawel

    Długie to🙂
    Ale mam wrażenie ze napisane pół roku za późno. Tanich, raczej nie najlepszych tabletów z Windows jest mnóstwo, tych lepszych, lepiej wyposażonych jest też całkiem sporo. Skoro powstało ich tyle i wciąż powstają to odbiorcy chyba są.
    Ja sam, na poczatku tego roku kupiłem Dell venue 8 pro i od dnia zakupu nie korzystałem z laptopa! Nawet soft w telefonie zmienialem przez tablet z Windows

    Lubię

    • Wall-E

      No cóż… Dopiero teraz takie urządzenie trafiło w moje ręce i mogłem osobiście się przekonać „jak to jest”.🙂
      Jednak nie chodzi mi tutaj o urządzenie jako takie (ono jest niejako tylko tłem), ale o „eksperyment” z systemem PCtowym na urządzeniu mobilnym. Opinie na ten temat są podzielone – jedni uważają podobnie jak Ty i ja, inni twierdzą, że to zupełnie bez sensu i po co Windows na tablecie… Wielu ludzi kojarzy Windows na urządzeniu mobilnym z produktem Windows Phone przez co powstają pewne niedomówienia i przekłamania w opiniach.🙂

      Lubię

  2. Sainti

    Miałem przez jakiś czas Asusa T100 i moje odczucia są bardzo podobne. Co prawda pozbyłem się go, ponieważ nie przypasował mi sprzętowo (mam już mocniejszego lapka, a jako tablet wolałbym mniejsze urządzenie), ale system według mnie idealnie się nadaje dla takich urządzeń. Jest trochę ciekawych, dotykowych aplikacji i zawsze można skorzystać ze sprawdzonych rozwiązań na pulpicie. Architektura iOSa i Androida może sprawdza się na telefonie, ale jednak na tablecie przeszkadza i ogranicza użytkownika, który chciałby zrobić coś więcej.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s